Morskie tragedie

Na początku stycznia 2015 r. u brzegów Szkocji podczas sztormu zatonął cypryjski statek „Cemfjord” z siedmioma polskimi członkami załogi. Są wśród nich gdynianie. Ich los nie jest dziś znany. Styczeń, to miesiąc tragicznych katastrof morskich. 

– 50 lat temu, 10 stycznia 1965 r. w niewyjaśnionych okolicznościach na morzu Północnym zatonął wraz z całą 18-osobową załogą statek PŻM m/s „Nysa”. 
M/S „Nysa” płynął ze szkockiego portu Leith do Oslo, z ładunkiem 650 ton złomu – pociętych szyn kolejowych. Kapitanem statku był Gustaw Gomułka. W niedzielę 10 stycznia nadszedł sztorm o sile 10 stopni w skali Beauforta. Na pokład statku wdzierały się przeszło 12-metrowe fale… Niedaleko „Nysy” sztormował norweski statek „Berby”. To właśnie jego załoga po godzinie 22.00 odebrała sygnał SOS nadany z polskiej jednostki. Kapitan Knut Kristoffersen  nadał przez radio sygnał ratunkowy i ruszył na pomoc. Niestety po przybyciu na miejsce nie znaleziono już niczego – ani statku, ani załogi. Następnego dnia, w tym miejscu znaleziono szczątki szalupy, a już niebawem morze zaczęło wyrzucać zwłoki marynarzy. Z 18 członków załogi 11 nigdy nie odnaleziono.

– 20 stycznia 1983 r. zatonęła m/s „Kudowa Zdrój” – zginęło 20 marynarzy, 8 uratowano.
M/S „Kudowa Zdrój” zatonął o poranku 20 stycznia 1983 roku, w czasie silnego sztormu na Morzu Śródziemnym. Statek płynął z Castellonu w Hiszpanii do portu Erna w Libii. Wypadek miał miejsce 15 mil na wschód od Ibizy. Jednostka dowodzona przez kpt. Leszka Krogulskiego przewróciła się w wyniku silnych uderzeń fal. Jak ustaliła Izba Morska, na pokładzie statku znalazł się ładunek przekraczający możliwości transportowe jednostki, w dodatku nieprawidłowo zamocowany – między innymi kontenery oraz bele stali tytanowej.
Akcję ratowniczą utrudniło podanie przez rannego w głowę kapitana złej pozycji. W wyniku dochodzenia ustalono także, że wskutek złego systemu szkoleń, część załogi nie potrafiła obsługiwać szalup ratunkowych i nie znała wszystkich zasad ratownictwa.

– 14 stycznia 1993 r. w katastrofie promu „Jan Heweliusz” utonęło 55 osób, 9 – zdołano uratować.
Była to największa morska tragedia w powojennej polskiej historii morskiej. Należący do Polskich Linii Oceanicznych, a eksploatowany przez spółkę „Euroafrika” prom samochodowo-kolejowy „Jan Heweliusz” zatonął 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku, w drodze ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji.
Na Bałtyku szalał sztorm, prędkość wiatru dochodziła do 160 km na godzinę. Po godzinie 4.00 nad ranem, znajdując się około 15 mil od przylądka Arkona, statek przewrócił się na burtę, a następnie stępką do góry i po kilku godzinach zatonął. Ostatnim kapitanem był Andrzej Ułasiewicz, który zginął podczas katastrofy.
Wrak do dziś leży w pobliżu niemieckiej wyspy Rugia – na głębokości 27 metrów, 10 metrów poniżej minimalnego poziomu lustra wody.

W intencji ofiar tych i innych katastrof morskich w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka, przy ul. Portowej 2 w niedzielę, 11 stycznia o godz. 10.30 zostanie odprawiona msza św.

Sebastian Drausal

Może Ci się również spodoba

Przeczytaj poprzedni wpis:
Dłużnicy komunalni odpracowali już ponad 6 mln zł

Najemcy komunalni odpracowali już 6 231 291 zł zadłużenia czynszowego. Miesięcznie z takiej formy rozliczenia korzysta około 80 osób. Z początkiem stycznia 2015...

Zamknij